niedziela, 6 grudnia 2015

Klasyka i awangarda czyli na tropie tajemniczych nuty smakowych


Nasze dwie ostatnie nowości przed świętami to przedstawicielki kawowej klasyki i awangardy. Zanim przejdę do drugiej i głównej bohaterki tej krótkiej opowieści, kilka słów o z dawna przez wielu oczekiwanej arabice z najbardziej kawowo znanego i uznanego w Etiopii regionu Yirgacheffe. Obrabiana na mokro Yirgacheffe to symbol czystości kawowego stylu w najlepszym wydaniu. Jeśli kojarzy się wam z kawą gładką, zwiewną i delikatną, pobudzająca kwiecistym aromatem, a w smaku łącząca czekoladę i cytrusy, najczęściej limonkę lub cytrynę, to macie absolutny kawowy słuch. 

Nasza pierwsza nowa kawa - Etiopia Chelchele - pochodzi z mikroregionu Yirgacheffe który nazywa się Werka Chelchele i rosła na niebagatelnej nawet jak na Etiopię wysokości 2000 – 2350 m. 


Jest jaśminowa w aromacie, gładka i kremowa w konsystencji, a w smaku łączy morelowo - brzoskwiniową słodycz z czekoladą i skórką cytrynową.  


O ile Yirgacheffe to kawowy Mozart, kawy z Kolumbii, jak już kiedyś wspominałem, często zaskakują nieortodoksyjnymi profilami smakowymi. Najciekawsze kawowo regiony Kolumbii to leżące na zachodzie kraju Cauca, Huila, Narino i Tolima. 




Powyżej krajobrazy z kolumbijskiego regionu Huila

Kiedy przychodzą do nas próbki zamówionych kolumbijskich kaw nigdy nie wiem, czego się spodziewać – bogactwo profili smakowych jest tak ogromne, że może się zdarzyć naprawdę wszystko. Czasami na cupping zapraszam Gartha - zaprzyjaźnionego Australijczyka, którego kubki smakowe kształtowała rodzinna tradycja winiarska. Garth prowadzi bardzo ciekawego bloga, w którym pisze o Warszawie z perspektywy australijskiego expata.

 Od pierwszego kontaktu z językiem Kolumbia Oporapa (Oporapa to miasteczko w regionie Huila) zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Zalała mnie przetaczająca się powoli fala słodkiej papai, a po dłuższej chwili doszły do tego lekko imbirowe biszkopty i grejpfrut w końcówce. Dziwna, a zarazem fascynująca i bardzo spójna smakowa konstrukcja. Ale było jeszcze coś – coś trudnego do nazwania, słodkiego i warzywnego w charakterze. Garth stawiał na szczypiorek, dla mnie był to bardziej smak skarmelizowanych porów, takich, co to wiecie, straciły już ostrość, a nabrały charakterystycznej słodyczy. 

 

Ale do końca przekonany nie byłem, więc szukałem dalej. W kawie możemy się natknąć na najróżniejsze smaki. Najczęściej spotykamy czekoladę, karmel, orzechy – włoskie, laskowe, pekany i tak dalej, no i oczywiście owoce – cytrusy, porzeczki, maliny, truskawki, mango, ananasy i kilkadziesiąt innych. Zdarzają się też warzywa – są na przykład kawy z ewidentną pomidorową nutą, o czym zresztą sami wkrótce będziecie się mogli przekonać. Z tymi najbardziej oczywistymi smakami wytrenowany mózg nie ma problemu – język poprzez neuronową sieć przekazuje informację, a ten błyskawicznie generuje odpowiednią nazwę. 

Ze smakiem ukrywającym się w Oporapie nasze mózgi miały kłopot, co było zarazem irytujące i intrygujące. Mijały kolejne minuty, kawa stygła, a my docieraliśmy do coraz bardziej zakurzonych w pamięci smakowych doznań. No i wreszcie znalazłem te drzwi co trzeba. Zawitałem pamięcią do niedzielnego poranka kilka lat temu i ciasta marchewkowego zamówionego w warszawskiej kawiarni, która już nie istnieje. To był dokładnie ten smak – okrągły, słodki i trochę korzenny. Garth spróbował kawy jeszcze raz i powiedział – „Jeśli to ciasto marchewkowe miało posypkę ze słodkiego szczypiorku, to pełna zgoda.” Fascynująca i niepowtarzalna kawa – jestem bardzo ciekawy, co wy w niej znajdziecie.

2 komentarze:

  1. Sam jestem niezmiernie ciekawy co znajdę, a raczej moje kubki smakowe Oporapie, gdyż uwielbiam różne połączenia smakowe, dlatego może Kostaryka Finca Angelina jest dla mnie najlepszą kawą, kilka razy zamówiona i zakażdym razem nie nudziła mnie swoim smakiem. Tutaj sam jestem ciekawy czy tak samo będzie i jeśli skórka cytrynowa będzie dawała trochę winności to może być jedna z moich ulubionych kaw.
    A co do Etiopia Chelchele też jestem ciekawy i jeśli

    OdpowiedzUsuń
  2. Klasyka i awangarda jak dobrze jest nazwany ten post na blogu. Takie są też te kawy. Etiopia Chelchele to dla mnie jakby klasyk, tak zawsze wyobrażałem sobie pojęcie "małej czarnej" w smaku, gdyż kawa jest mocna, aromatyczna, a jednocześnie na tyle zbalansowana pełnym body, że nie można o niej powiedzieć że nie jest ani winna, ani słodka, tylko coś pomiędzy tymi wszystkimi. Świetna aby pokazać ludzią, którzy są przyzwyczajeni do sieciówek albo zalewajek, jak powinna smakować kawa.

    Co do Kolumbia Oporapa hmm to tego właśnie szukam w kawach, różnorodności smakowej i odkrywania nowych smaków, w których jest ciężko określić jakie ma nuty i coś czuje że pod tym względem może mnie nigdy nie znudzić. Co do nut smakowych to pierwszy moment na ustach czuje świeżego ogórka, później na języku te wspomniane ciasto marchewkowe, które ma w składzie samą mąkę i marchewkę, bez cukru i przypraw, a końcówka to jakby świeży miąższ z marchwi, który nadaje jej lekkiej winności. Przez właśnie ten dziwny, a zarazem doskonały smak stała się drugą moją ulubioną kawą po "truskawkce", gdyż zarazem jest pełna w smaku, winna, ale umiarkowanie.

    Porównująć je do muzyki to pierwsza jakby to był konkurs pianistyczny, gdzie wszystko musi być odebrane z perfekcją do zapisu nutowego, a drugi to recital pianistyczny, gdzie pianista może sobie pozwolić na własną interpetację.

    OdpowiedzUsuń