czwartek, 29 listopada 2012

Flat white

flat white w Monmouth cafe (zdj. lilivanili, Flickr)
O flat white po raz pierwszy usłyszałem w Londynie, kilka lat temu, na warsztatach poświęconych paleniu kawy. W przerwie jedliśmy takie sobie kanapki, niezłą pastę z bakłażana, piliśmy cudną, mega-grejpfrutową Kenię z dripa i gadaliśmy oczywiście o kawie, między innymi o typach na kawiarniany numer jeden w mieście.





- Koniecznie spróbujcie flat white w Monmouth Cafe,  mówię wam,  szczęka opada - radził z błyskiem w oku, wspomagany przez piątą albo i lepiej dawkę kofeiny tamtego dnia Matthew. Zdążyłem ledwo przed zamknięciem, bo tam niestety bardzo wcześnie zamykają. Rzadko piję kawę z mlekiem, ale czasami naprawdę warto zrobić wyjątek.

Równowaga smaku, atłasowa konsystencja, eksplozja słodyczy mimo braku cukru. Czysta kawowa poezja. Przyjemność z gatunku tych, które, nawet jakiś czas po tym jak zachwycająco długa końcówka uleci z języka, pozwalają z uśmiechem na ustach przebijać się przez tłumy turystów na Oxford Street. Kawiarnia przy Monmouth Street jest mała, nawet mikroskopijna -  kilka stolików, trochę miejsca przy barze. Znak rozpoznawczy – długa kolejka chętnych.   

Flat white wymyślili na Antypodach, ale tak do końca nie wiadomo, gdzie . Nowozelandczycy twierdzą, że pomysł narodził w Auckland, a Australijczycy upierają się, że było to w Melbourne albo Sydney. Pewne jest jedno - wojna na bumerangi i kiwi z tego powodu nie wybuchła. W każdym razie, było to pod koniec lat siedemdziesiątych lub na początku osiemdziesiątych, czyli w czasach gdy w Polsce szczytem kawowych marzeń było zrobienie zalewajki z kultowej kawy Extra Select.

kawiarnia Flat White na Berwick Street w Londynie (zdj. Ewan Munro, Flickr)

Przez jakiś czas flat white była wyłącznie lokalnym zjawiskiem, ale potem australijscy i nowozelandzcy expaci z tęsknoty za utraconą przyjemnością zarazili nią Londyn. Jedną z takich kawiarni jest Flat White w Soho, prowadzona przez wyluzowanych Kiwaczków. Tam też dają pyszną flat white, choć jak zwykle wiele zależy od baristy (za pierwszym razem smakowała mi bardzo , za drugim trochę mniej). Po europejskiej premierze w Londynie, poszło już bardzo szybko. Flat white to chyba najbardziej trendowy z kawowych trendów ostatnich lat. Nowy Jork, Paryż, Warszawa, ba, flat white pojawiła się nawet na odległej planecie zwanej Starbucksem, co chyba najlepiej dowodzi, że dotarła wszędzie.          

Ustalenie definicji flat white, którą zaakceptowaliby wszyscy zainteresowani, jest prawie tak trudne jak wypatrzenie neutrina w porannej mgle. Większość z nich prawdopodobnie zgodzi się jednak co do tego, że:

1. flat white podajemy w filiżankach o pojemności 150-175 ml

2. do jej zrobienia używamy podwójnego espresso czyli ok. 60 mililitrów kawy (stosujemy krótki czas ekstrakcji, aby uniknąć ryzyka, że będzie gorzka). Flat white, jak łatwo więc obliczyć, ma niewiele wspólnego z latte, a zwłaszcza z jej niemiłosiernie katowaną w Polsce wersją, czyli pojedyncze espresso plus pół litra mleka.

3. filiżankę uzupełniamy do pełna porządnym, pełnotłustym mlekiem (dietetyczne czy odtłuszczone mleko da wam tylko smutne i zniekształcone echo prawdziwej flat white) o temperaturze 60-70 stopni. Mleko powinno być tak atłasowe w konsystencji jak się tylko da. W przeciwieństwie do latte czy cappuccino na powierzchni flat white nie puszy się sztywna pianka – jak sama nazwa wskazuje powinno być tam płasko. Idealne flat white ma jednorodną i aksamitnie gładką strukturę. Dlatego po napuszeniu i podgrzaniu do odpowiedniej temperatury mleka w dzbanku, do zrobienia flat white najlepiej użyć tej części płynu, która była bliżej dna.

7 komentarzy:

  1. Dziękuję za bardzo przydatne instrukcje. Na pewno skorzystam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy będę w Poznaniu, na pewno wpadnę spróbować.

      Usuń
  2. Hej, bardzo lubię czytać o Twoich kawowych eskapadach, świetny tekst. Wpadaj to strzelimy sobie po białej płaskiej. Greg

    OdpowiedzUsuń
  3. Będzie to kontrowersyjne, ale gdzie w Polsce można wypić naprawdę dobrã kawę?

    OdpowiedzUsuń
  4. W Warszawie mogę z czystym sumieniem polecić Filtry, Relaks, MDM (w tej kawiarni mają naszą kawę). Poza tym, oczywiście u mnie w domu;).

    OdpowiedzUsuń
  5. I tylko te trzy kawiarnie w całej Warszawie? Sam osobiście ostatnio zasmakowałem w kawach poza-sieciowych (żegnaj McCafe i Costa) i odnalazłem piękno pojedynczych kawiarni. Czy coś jeszcze w Warszawie jest godne polecenia?

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że zrezygnował Pan z sieciówek, bo kawa jest tam, delikatnie mówiąc, słaba. Niestety, trudno mi coś więcej polecić, bo od kilku ładnych lat najlepszą kawę piję w domu. Być może jesienią wyruszę na mały obchód i dam znać, jak było.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń