sobota, 12 maja 2012

Jak sprowadziłem pierwszą kawę z Jemenu i dlaczego było warto

Choć było to już 4 lata temu, bardzo dobrze pamiętam tamten telefon z Okęcia Cargo, przyleciały do pana dwa worki kawy z Jemenu, zdaje się, że będzie duży problem. Okazało się, że dokumenty, które przysłał A.A z Sany nie przekonują naszych ekspertów od cła i bezpiecznej żywności, choć oczywiście w takiej na przykład Skandynawii - jak opowiadał mi A.A. - nikt się tych samych ziaren nie czepiał. Ponieważ przeciętnemu polskiemu obywatelowi Jemen kojarzy się jedynie z terroryzmem i narkotykami, nie byłem zbytnio zdziwiony całym tym zamieszaniem.  Z drugiej strony jednak tok myślowy: kraj arabski = zagrożenie = bądźmy czujni, wydał mi się w tym wypadku wyjątkowo krzywdzący. 


Za miejsce narodzin kawy uważa się Etiopię, ale to właśnie w Jemenie 500 lat temu powstały pierwsze  plantacje (choć kawę uprawiano tam już w 6. wieku naszej ery). Uprawa i obróbka kawy wygląda tam dzisiaj tak samo jak wtedy – pijąc kawę z Jemenu oprócz niezwykłego smaku i aromatu dostajemy darmowy bilet na podróż w czasie. Z oczywistych względów Jemen pozostaje poza obszarem zainteresowań zachodnich firm i koncernów. Ogromny wpływ na życie mieszkańców ma tam religia, jest to kraj bardzo tradycyjny i według zachodnich standardów - ubogi. Wszystko to powoduje, że uprawiana tam kawa jest w 100% organiczna, nie używa się tam żadnych nawozów po prostu dlatego, że żadnego rolnika na to nie stać. Zerwany dziś owoc kawy z drzewka w Jemenie to dokładnie taki sam owoc jak te, które zbierano na tamtejszych plantacjach przed wiekami. Najbardziej pierwotna i tradycyjna odmiana arabiki przetrwała tam w niezmienionej do dziś formie. To jedyna taka kawa na świecie.

Odrobinę jemeńskiego kawowego klimatu możecie poczuć dzięki tym fotografiom - dostałem je od A.A. Zostały zrobione 4 lata temu, są kiepskiej jakości, ale to oryginalne zdjęcia - mam nadzieję, że dają obraz tego jak wygląda uprawa kawy w Jemenie:

plantacja kawy na charakterystycznych tarasach
praca na plantacji kawy
 











































Aż do początków XVIII wieku, kiedy Holendrzy założyli plantacje kawy na Jawie, wszyscy, którzy mieli na to ochotę i pieniądze, pili kawę z Jemenu. To właśnie wtedy, 300 lat temu, pojawiła się pierwsza, klasyczna mieszanka Mocha Jawa, łącząca genialnie uzupełniające się dwie pierwsze dostępne kawy na świecie – arabiki z Jawy i Jemenu. Mocha to nazwa portu na południowym wschodzie Jemenu, z którego rozwożono kawę po świecie. Jeśli chcecie się przekonać czym wspomagali się  Wolter, Rousseau, Robespierre czy Napoleon, gdy w pierwszych paryskich kawiarniach z lepszym lub gorszym skutkiem odmieniali świat, spróbujcie kawy z Jemenu. 

Po chwili wahania postanowiłem, że nie będę o tym wszystkim opowiadał pani z lotniskowego Sanepidu sączącej przy biurku wyborny kawowy rozpuszczalnik. Zamiast tego przez kilka dni biegałem po instytutach badawczych zbierając wymagane zezwolenia i ściągałem kolejne dokumenty z Jemenu, które choć jednego dnia nie były jeszcze konieczne, to następnego okazywały się niezbędne. Po pięciu dniach i zapłaceniu tak zwanego karnego składowego mogłem wreszcie odebrać dwa jutowe worki z napisami Yemen Mattari i Yemen Ismaili. Musiałem jeszcze tylko zakleić w nich gustowną czarną taśmą dziury po precyzyjnych cięciach zadanych przez dzielną brygadę antynarkotykową i mogłem ruszać w drogę do palarni. O tym co było w workach następnym razem. Powiem tylko, że warto było przejść te wszystkie męki, które zresztą przy każdej dostawie wyglądają podobnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz