środa, 11 lipca 2012

Brazylia – idealna kawa na lato

dojrzewające owoce arabiki na plantacji w okolicy Sao Paulo
Nie oszukujmy się. Nie będę wam wmawiał, że w taki upał lepiej pić kawę niż wodę mineralną. Tropikalny klimat, który od ponad tygodnia panuje w naszym pięknym kraju natchnął mnie jednak by napisać kilka zdań o kawach z Brazylii. Oprócz samby, karnawału, piłkarzy, z którymi nasi w tym stuleciu na pewno nie wygrają i siatkarzy, których nasi leją ostatnio regularnie, Brazylia kojarzy się prawie wszystkim z kawą. Bardzo słusznie zresztą, bo żaden inny kraj nie produkuje jej tyle co Brazylia.
 



Zamknijcie oczy i spróbujcie sobie wyobrazić 50 milionów 60-cio kilowych worków z kawą. Jeśli się wam udało to jesteście lepsi ode mnie. Właśnie tyle brazylijskiej kawy trafia rocznie na rynek. Większość brazylijskiej arabiki to odmiana Bourbon. Jeśli miłośnikom amerykańskiej whisky serce mocniej zabiło, to szybko wyjaśniam -  zbieżność nazw jest przypadkowa. Na Oceanie Indyjskim, między Madagaskarem i Mauritiusem, leży sobie wyspa Reunion. Przed rokiem 1793 nazywała się zupełnie inaczej – Bourbon. Potem, jak wszyscy lepiej lub gorzej pamiętamy ze szkoły, dynastia Burbonów straciła nieco na popularności i nazwę wyspy zmieniono. Na wyspie panowały doskonałe warunki do uprawy kawy. Rosła tam już na początku XVIII wieku, kiedy to Francuzi dostali w prezencie od Holendrów trochę ziarenek z plantacji na Jawie. Kawa z wyspy pod koniec XIX wieku trafiła do Brazylii i do dziś stanowi najczęściej występującą tam odmianę.

Najlepsze kawy  brazylijskie są obrabiane na sucho (ziarna są suszone wewnątrz owoców lub tak zwaną metodą pulped natural (owoce są obierane ze skórki, ale miąższ zostaje i schnie z ziarenkiem w środku). To idealne kawy na lato. Nie są tak złożone jak Jemen czy Kenia, zdecydowanie bliżej im do Mozarta niż do Bacha – przemawiają wprost, są przyjemne i łatwe w obiorze, co nie znaczy, że brakuje im treści. To kawy o średniej zawiesistości, niskiej kwasowości i dużej słodyczy. Brazylijskie arabiki rosną stosunkowo nisko – średnia to 1000 metrów, a najwyżej położone plantacje znajdują się  na wysokości 1500 metrów. Sprawia to, że ich ziarna nie są tak zwarte i gęste jak choćby te z Gwatemali czy Jemenu. Właśnie dlatego nie powinno się ich ciemno palić – wtedy zamiast smaku świeżego plastra miodu poczujecie w ustach smak zwęglonego ula.

Obie kawy z Brazylii, które mamy w naszym sklepie są niezwykle uniwersalne. Sprawdzą się bardzo dobrze  jako espresso, ale jeśli parzycie kawę w mocce lub w dripie też świetnie wam wyjdą. Ich słodycz sprawia, że z przyjemnością ją wypijecie bez zwyczajowych 2 łyżeczek cukru, co szczerze polecam.

Klasyczny brazylijski Bourbon Santos (nazwa portu z którego wypływają statki z kawą) ma wyraźnie orzechowy smak (orzech laskowy przełamany makadamią) i delikatną owocową końcówkę (słodka czarna porzeczka) .

Yellow Bourbon, hybryda klasycznego Bourbona to jeszcze ciekawsza kawa. W smaku dominuje miodowa słodycz przełamana orzechami i mleczną czekoladą , a końcówka jest bananowo-morelowa.


No to mamy prawie wszystko, żeby się poczuć jak w Brazylii – temperatury,  (choć pani w telewizji wieszczy, że idzie ochłodzenie), kawę i świetnie grających siatkarzy. Tylko piłkarze nawalili – ale nie tracę nadziei, że kiedyś się uda. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz